Pierwotna publikacja : Magazyn VAIB
Zamów numer z tym felietonem : Magazyn VAIB nr. 7 

“Tak będzie wiedziałem, gdy pierwszy raz hip-hop usłyszałem….”

Starsi fani rapu z obrazą przyjęliby gdybyś nie umiał zacytować kolejnych wersów. Molesta, Grammatik, WFD, WWO, ich pierwsze płyty do dziś stanowią nieśmiertelne klasyki, które ich fani znają na pamięć. Nagrania z końca lat 90tych i początku XXI wieku były prawdopodobnie ostatnim co trafiło na ‘powolny grunt starego świata’.

Koniec lat 90tych i początek 00. wydaje się z technologicznego punktu widzenia zamierzchłą przeszłością. Muzyka z taśm, nagrywana na dyskietkowych komputerach, ograniczone możliwości obróbki dźwięku. Wszystko wymagało sporych nakładów finansowych, fachowej wiedzy. Sprzęt nie był tak łatwo dostępny a możliwości dowiedzenia się gdzie można, co można i jak to zrobić wydają się wręcz średniowieczne. Dziś internet w oka mgnieniu wskazuje nam najbliższe studio nagrań. Sklepy i hurtownie ze sprzętem muzycznym pozwalają łatwo urządzić własne studio, kamery w telefonach często doganiają jakością ‘porządny’ sprzęt z tamtych lat, zaś androidowe aplikacje pozwalają rejestrować dźwięk w niewiele gorszej jakości niż średniej klasy studio z przed niecałych dwóch dekad.

Również możliwości promocyjne zmieniły się diametralnie. Łatwy dostęp do narzędzi, ich szeroki wachlarz i niewyobrażalny zasięg sprawia, że Twój nowy utwór bez wsparcia żadnego dużego medium czy labelu może w ciągu kwadransa obiec cały świat. Brzmi fantastycznie? Jednak są też złe strony. Ta łatwość w staniu się twórcą, szczególnie w konwencji takiej jak rap – niewymagającej od twórców ćwiczonego latami głosu czy umiejętności grania na instrumentach – sprawiła, że coraz więcej osób, w okresie poszukiwania życiowej drogi, próbuje swoich sił. Dla odbiorców oznacza to istny zalew informacji. Dziesiątki premier, niewyobrażalny wybór i ciągłe atakowanie nas czymś co MUSIMY sprawdzić.

Kiedyś odstęp między ‘ważnymi’ premierami wynosił kilka tygodni, jeśli nie miesięcy. Dziś nie wynosi czasem nawet kilku dni. Dlatego wspomniałem o ‘powolnym gruncie starego świata’. Na przesłuchanie płyty Molesty czy Grammatika mieliśmy spokojnie parę miesięcy i niezbyt alternatyw które mogłyby nas od tego odciągać. Wystarczało to by poznać płytę na pamięć, wyłapywać smaczki, snuć refleksje nad tekstami i wymieniać ze znajomymi spostrzeżenia związane z treścią utworów. Często by móc to zrobić, uczyliśmy się tekstów na pamięć by na podwórkach przytaczać je w rozmowach z kolegami, nie mając żadnej innej możliwości odtworzenia ich na takim spotkaniu. Dziś nawet gdy chcemy poświęcić jakiejś płycie tyle czasu, nim będziemy gotowi rozmawiać o wnikliwej analizie, nasi znajomi uważają tę płytę za starą i ekscytują się wczorajszą czy przedwczorajszą a nie przedkwartalną premierą. Cała ta sytuacja wykształca w nas pewne powierzchowne podejście do słuchanej muzyki. – stary słyszałeś nowy numer X’a – nie – to słuchaj, puszczę Ci – o, fajny numer, to co u Ciebie poza tym ? – Koniec.

Wydaje mi się, że raperzy ‘starszej’ daty. Uczyli się bycia artystą w czasach, w których każdy materiał traktowano jako próbę stworzenia klasyka. Czegoś co za kilka czy kilkanaście lat wciąż będzie aktualne, uniwersalne pod względem czasowym. Sam fakt, że był to początek nurtu Rapu w Polsce nadawał każdej płycie wyższą rangę. Mocna koncentracja przypadała na treść mającą nieść ogólne prawdy i wartości wyznawane przez danego artystę. Gdy dziś spojrzymy na młodych twórców ich utwory zdecydowanie bardziej stawiają na zrobienie wrażenia, formę, zamieszania w okół utworu czy płyty. Oni doskonale wiedzą o czym dziś się rozmawia i co przyciąga słuchaczy przed głośniki czy słuchawki podpięte do telefonów. Słychać sporo panczlajnowych nawiązań do rzeczy, które aktualnie sie dzieją, jest o nich głośno i nikt nie przykłada zbytniej wagi do tego, że tego typu nawiązania zdezaktualizują się za kilka tygodni. Taka jest bowiem dzisiejsza natura i żywotność informacji.

Treści upublicznione na facebooku już po kilku dniach są ciężkie do odnalezienia. Fani czekają na ‘coś nowego’ co na te 5 minut mogłoby ich zaangażować. – widziałeś? – widziałem. – koniec. Potrzeba analizy czy głębszego zrozumienia zdaje się zanikać a poznawanie muzyki czy filmu zdaje się być kwestią odhaczania z listy, z obowiązkowym poinformowaniem o owym odhaczeniu świata za pomocą własnego fb, by następnie móc czym prędzej przejść do kolejnej rzeczy. I jeśli już w tym punkcie czujesz że to nie o Tobie, to nawet mnie to cieszy. Mówimy jednak stety albo i niestety, o ogólnej tendencji nie o każdym przypadku.

Gdy spojrzymy na raperów takich jak Eldo, Mes, Pelson czy Łona widzimy, że niezbyt próbują dopasować się do nowych standardów. Znikają ze sceny gdy skończą promować płytę, wracają gdy mają nowy materiał – z lepszym lub gorszym skutkiem. Czy takie działanie może być skuteczne w świecie w którym informacja z przed paru dni jest stara ? A co dopiero płyta z przed 2 czy 3 lat ?
Oczywiście mamy Pezeta, którego popularności taki okres ciszy jakby sprzyjał, ale ile osób poznaje Mesa czy Eldo po raz pierwszy gdy po takiej przerwie wydają nową płytę ? Czy artystyczne loty Mesa są dla nich zrozumiałym eksperymentem tak jak dla kogoś kto śledził rozwój jego twórczości od lat, czy po prostu są na tyle dziwne by nie trafiały w ich gusta ? Czy pełne refleksji, dojrzałe teksty Eldo wydadzą im się tylko przeintelektualizowanym bełkotem czy już wiedzą, że twórczość Eldo właśnie swoją głębią rozumienia świata zyskuje fanów od samego początku ? Zadając inaczej pytanie. Czy oni wiedzą kogo słuchają ? Czy próbują się tego dowiedzieć tylko na podstawie najnowszej płyty ? A jeśli na podstawie tylko najnowszej to czy ten obraz jest równie atrakcyjny co twórczość ich pokolenia ?

Po zupełnie przeciwinej stronie stoi Tede, który spośród ‘starych wyg’ chyba najmocniej dopasował się do ‘nowego świata’. Gęste informacje, pozwolenie by fani śledzili praktycznie na biężaco wydarzenia z jego życia, facebook, instagram, snapchat – wszystkie te narzędzia wciąż dostarczają jego fanom tematów do rozmów, plotek, komentarzy i nie pozwalają choćby na chwilę zapomnieć, że taki raper jak Tede istnieje, nawet jeśli akurat nie promuje żadnej płyty, to promuje pewien styl bycia fanem Tedego i nakreśla to kim Tede jest i czego chcemy się po nim spodziewać. Idealnym przykładem “działania po nowemu” wśród raperów jest też SB Maffija. Solar i Białas idealnie wkomponowali swoją działalność artystyczną w te zawrotne tempo, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że po troszę to właśnie oni je narzucili. Wraz ze swoją ekipą dosłownie bombardują odbiorców nowościami. Nawet jeśli nie zdążyłeś dobrze osłuchać się z poprzednim materiałem, nieważne, jutro dostajesz następny. Kolejne utwory, dziesiątki klipów, remixy, luźne tracki, video-blog. To wszystko sprawia, że ich odbiorcy mają powód by ciągle wracać, śledzić, odhaczać ze swoich list, komentować i nabijać oszałamiające wyświetlenia milion za milionem.

A w tym czasie kolejne powroty raperów okazują się porażkami. Nie są oni w stanie przebić się przez Hype który w okół siebie generują młodzi. Nie są w stanie utrzymać ich premierowego tempa. Nie wiedzą jak to zrobić. Ich muzyka nie jest tak imponująca (technicznie, brzmieniowo) więc nie przykuwa aż tyle uwagi. Znikali oni często w szczycie swojego hype’u i chyba zdawało im się że owy hype zostanie zahibernowany. Podczas gdy słuchacze, którzy 15 lat temu ronili łezkę na ich odejście dziś mają dwójkę dzieci, ratę kredytu i etat lub własną firmę które pochłaniają im codzienność a news o powracającym dinozaurze czytają ich 15 lat młodsi odpowiednicy. Dziś nawet krótsze przerwy między płytami jeśli nie były podtrzymywane inną publiczną działalnością sprawiają, że odbiór raczej mija się z oczekiwaniami artystów. Rotacja publiczności jest olbrzymia, zalew informacji jeszcze większy a myślenie tej najmłodszej publiczności zdaje się takie że: albo ‘wygrywasz życie’ i jesteś na szycie, masz najwięcej odsłon, 1 miejsce na olisie, mówi się o Tobie najwięcej, albo skoro tego nie masz, to pewnie już się wypaliłeś i ‘skończyłeś na … ‘ (<- tu wstaw ostatnią płytę danego rapera). Spadki odbioru z płyty na płytę odnotowała masa raperów, Bisz, Rasmentalism, Te-tris, Grubson, to tylko wierzchołek góry lodowej. Oczywiście nigdy nie wiadomo czy kolejna ich płyta nie stanie się na powrót hitem czego im życzę, ale tym czasem scena ma nowych idoli : Żabson, WacToja, Reto i im podobni. To raperzy którzy błyskawicznie wskoczyli na świecznik na fali nowej szkoły i albo utrzymają tempo i na nim zostaną albo zaczną równie szybko znikać. Wielu już zniknęło a że ich utwory były ‘trafiające w czas’, mało kto wraca do nich po latach jak do klasycznych płyt Smarka czy Eisa.

I tu zmierzając do końca. To już nie tylko rocznikowy wyznacznik szkoły nowej lub starej. To nie kwestia tego kto był kiedyś a kto jest teraz. To w dużej mierze całościowe podejście do tworzenia muzyki. Kwestia wkomponowania się w tempo informacji które wzrosło niebotycznie albo trzymania się swojego rytmu robienia i promocji muzyki. Z jednej strony dopasowanie do tempa, próba uczynienia muzyki bardziej imponującą, nowoczesną, aktualną : nabija wyświetlenia, polubienia, generuje szum w okół artysty. Z drugiej żywotność tych płyt jest znacznie krótsza i ciężko liczyć że pamięć o nich przetrwa zawieszenie mikrofonu na kołek na dłuższą chwilę. Nie ma też żadnej pewności że oldschoolowemu artyście uda się owa próba dopasowania, zarówno pod względem możliwości twórczych jak i tego czy nie będzie to jednak czasem karykaturą młodzieżowości którą czasem przywołuje mi na myśl Snapchat Tedego. Quebonafide jako jeden z tych nowych najpierw wprowadził imponowanie na nowy level, ale dziś jego promocja i wielość działań zwolniły a twórczość i koncepty takie jak egzotyka mają szanse zapisać się w klasykach. Gdy spojrzymy na treść tych utworów, mają one jednak sporo wspólnego ze starymi płytami : “ogólne prawdy i wartości wyznawane przez danego artystę” mniej aktualnych panczlajnów – czy to jego nowoczesny zwrot w kierunku starego? Kękę trzyma się na pierwszy rzut oka starej szkoły, a jednak też jeszcze ani na moment nie dał o sobie zapomnieć odkąd wszedł na świecznik i być może podobnie jak Quebo jest brakującym ogniwem między starym a nowym co spotyka się z tak świetnym odbiorem.

Starzy raperzy naiwnie myślą że ich dorobek wystarcza, młodzi że wystarczy głośno krzyczeć. Największe sukcesy zdają się jednak leżeć gdzieś po środku bo zarówno nie można ignorować zmian w świecie muzyiki i jej odbiorców: narcystycznie wierząc że świetna muzyka wypromuje się sama. Nie wystarczy też przykuwać uwagę bo gdy już się nam to uda a nie będziemy mieli nic do zaoferowania odbiorcy nie zostaną z nami na dłużej niż chwilę. Wydaje mi się że jesteśmy w momencie w którym nowe ze starym będzie coraz częściej się mieszać a to może sprawić że mocny skok muzyki HipHop jeszcze przed nami. Na co liczę.

Z uszanowaniem dla wszystkich wspomnianych.
Artur “Theodor” Lewandowski
www.theodormusi.com