Wylądowali i stało się życie (Człowiek i kosmos Cz. V)

Pierwotna publikacja : 38milionow.pl

Amerykańska próba jądrowa w kosmosie odbyła się w 1962 r. Miała widoczne negatywne skutki odczuwalne na Ziemi, jednak nie były one tragiczne, a próba została wykonana zaledwie 400 km nad ziemią. Dziś moglibyśmy robić je znacznie dalej. Mimo to od 1963 r. obowiązuje traktat o zakazie podobnych prób jądrowych zarówno na Ziemi, jak i w przestrzeni kosmicznej. Jaki jest powód? Skutki na Ziemi nie byłyby odczuwalne gdybyśmy robili je w odpowiedniej odległości. Zanieczyszczenie kosmosu też nie wydaje się zbyt przekonujace – biorąc pod uwagę, że cały kosmos pełen jest materiałów radioaktywnych. Jednym z głosów przeciw była za to teoria, że pył atomowy pochodzenia ziemskiego rozchodziłby się w kosmosie, aż w końcu mógłby wydostać się poza Układ Słoneczny, sugerując przeprowadzane u nas testy, niekoniecznie nowych form napędów kosmicznych – a broni. Dobrze. Tylko komu niby miałby on cokolwiek sugerować?

Incydent w Roswell mówiący o hipotetycznym rozbiciu się UFO wydarzył się 15 lat wcześniej (1947 r.). Od tamtej pory oficjalne komunikaty zapewniają nas, że kosmici nie istnieją. Chociaż dekadę przed tym faktem znaleziono na obszarach Chin i Tybetu groby dziwnego plemienia, datowane na 10 000 lat p.n.e. Znalezione w nich szczątki wskazywały na wzrost pochowanych nie przekraczający 130 cm i nienaturalnie wydłużone czaszki. Rząd chiński w oficjalnym komunikacie podał że były to szczątki nie ludzkie, a małpie. Czy mamy wierzyć w małpy żyjące 12 000 lat temu, które swoich zmarłych chowały w grobach ułożonych szeregowo?

To w ogóle fascynująca historia. Mity mówiące o tajemniczym plemieniu Dropa mówią o rodzie małych żółtych ludzi, którzy w przeszłości mieli przybyć wprost z chmur. Archeologowie pracujący w Baian Kara Ula znaleźli w tamtym regionie 716 granitowych talerzy, na których w kolistym porządku znajdowały się rowkowane ciągi znaków. Jeśli wierzyć inskrypcjom zawartym na jaskniowych skałach grobowca przedmioty te są pozaziemskiego pochodzenia. Z różnych opracowań toczonych na podstawie tych ciągów znaków wynika że 12 000 lat temu grupa podróżników z Syriusza zaplanowała 20 wypraw celem poszukiwania nowych nadających się do zamieszkania planet. Trzynastą spośród odwiedzonych przez nich planetą była trzecia od słońca w swoim układzie słonecznym: Ziemia. I tak oto grupa poszukiwaczy znalazła się na naszej planecie. Niestety, ich pojazdy powietrzne nie miały siły by ją opuścić, więc zmuszeni byli oni zostać na Ziemi.

Czy to możliwe, że w tak odległej przeszłości odwiedzała nas obca cywilizacja? Technicznie rzecz biorąc? Tak. Aktualnie najbardziej podobną do ziemi spośród znanych nam planet jest Kepler 452b. Wiemy o nim, że leży 1400 lat świetlnych od nas i jest 1,5 mld starszy niż nasza planeta. Jeśli cały proces formowania się planety i życia na niej przebiegłby tam podobnie do naszego oznaczałoby to że jej mieszkańcy są o 1,5 mld lat rozwoju przed nami. Pomyślmy. My w nieco ponad 100 lat rozwinęliśmy technologię od etapu poderwania pierwszej maszyny do lotu do bycia blisko opuszczenia układu słonecznego z prędkością ponad 17 km/s. Jaką technologię wynajdziemy w kolejne 1000 lat? A w 1mln? A 1 mld lat?

W tym czysto teoretycznym przykładzie nie problem stwierdzić że mieszkańcy planety starszej od nas o 1,5 mld lat mogli 12 000 lat temu dostać się na Ziemię. Nasze szacunki mówią że za ok. 1,75 mld lat Ziemię spali nasze własne Słońce. Jeśli ich planeta miała podobną datę ważności, to jej czas jest już bliski. Mieli więc też dobry powód, by szukać nowego domu.

Ale to nie jedyna historia świadcząca o śladach kosmitów przybywających na Ziemię. Na rysunkach naskalnych i w figurkach – w różnych epokach – przedstawiano istoty o wielkich głowach i olbrzymich oczach. Kim są te istoty?

Data początkowa Długiej Rachuby Majów sugeruje, że astronomia istniała w tej cywilizacji już ponad 3000 lat p.n.e. a być może i dużo wcześniej, jednak nie zachowały się żadne instrumenty astronomiczne ani zapisy ze starszych czasów. Co roku miliony turystów odwiedzają piramidy powstałe ponad 2500 lat p.n.e. i od wieków zastanawiamy się jak możliwe było ich wybudowanie. W Gizie obok piramid zbudowane są świątynie. Ich konstrukcja opiera się na 100-200-tonowych blokach kamiennych. Taki ciężar odpowiada 100 dzisiejszym samochodom osobowym. Jak to możliwe by starożytne cywilizacje były w stanie je podnieść? Nie wspominając o obracaniu i precyzyjnym dopasowaniu do siebie nawzajem. Najcięższe z nich sięgają nawet 1000 ton, a ich brzegi zdają się być dokładnie wycięte. Jak ciąć takie bloki? Jak dźwigali te wielotonowe bloki? Dlaczego w ogóle mieli robić coś co wydaje się tak niewiarygodnie trudne? Chyba, że nie było to aż takim wyzwaniem jakim się nam wydaje. Istnieje starożytny opis z placu budowy, według którego kierownik robót miał pokrywać bloki biała substancją podobną do papieru, następnie pisać coś na nich. Po takim zabiegu bloki miały jakby pozbywać się swojego ciężaru i unosić na dwa metry do góry. Magia? Czy technologia?

Wiele starożytnych projektów świątyń wymagałoby dzisiaj maszyn sterowanych komputerowo i diamentowych końcówek do cięcia a specjaliści nie są nadal pewni czy udałoby im się odtworzyć cięcia i rzeźbienia z równą precyzją. A dodajmy, że nie znaleziono żadnych śladów po starożytnych diamentach w obszarach w których stoją piramidy. Jednak historie o domniemanej technologii nadal nie dowodzą jej istnienia. W środku jednej z piramid w Sakarze znaleziono, pośród wielu innych artefaktów, figurkę drewnianego ptaka. W tym samym miejscu widniała inskrypcja „chcę latać”. Brzmi jak pobożne życzenie, do którego pełne prawo mieli również starożytni. Figurka na wiele lat trafiła do Muzem Kairskiego. W 1969 r. Khalil Messih badając zgromadzone artefakty zauważył, że skrzydła wspomnianej figurki nie wyglądają na ptasie. Są wymodelowane zgodnie z nowoczesną wiedzą aerodynamiczną niewystępującą w anatomii ptaków. Zasiał tym samym przypuszczenie, że ptak z Sakkary nie jest w istocie ptakiem a figurką samolotu. W roku 2006 Simon Senderson zbudował 5 razy większy model figurki i poddał go testom aerodynamicznym. Testy wykazały, że ptak z Sakkary to dobrze zaprojektowany szybowiec.

samolet

Na terenach dzisiejszej Kolumbii natrafiono na cywilizację ludu Tolima. Odkryto tam setki małych kilkucentymetrowych figurek ze złota. Pośród nich kilka z nich choć pierwotnie wzięto za figurki owadów, okazało się, że bardziej niż cokolwiek istniejącego w naturze przypominały one odrzutowce. W 1997 r. dwóch niemieckich inżynierów Algung Eenboom i Peter Belting stworzyło replikę owych figurek budując na ich podstawie zdalnie sterowane modele, które… poleciały. Okazało się że spełniają wszelkie normy aerodynamiczne, a przecież takie rzeczy nie powstają przypadkiem.

Łącznie odczytano ponad 6000 ręcznie pisanych linijek staroindyjskich tekstów mówiących wyłącznie o prehistorycznym lotnictwie. Przeliczono również prędkość poszczególnych wiman na jednostki współczesne – wynosiła ona 5760 km/h (więcej niż aktualnie najszybszy samolot świata). Istnieją zapiski o maszynach, dzięki którym Mojżesz uzyskiwał jedzenie by karmić swój lud podczas pobytu na pustyni. Król Salomon latał ponoć do swojej wybranki a starożytne chińskie źródła wspominają o pierzastych latających nieśmiertelnych.

Albo więc ludzkość posiadała niezwykłą technologię już dawno temu tylko z nieznanych nam przyczyn niczym cywilizacja Majów około IX wieku zniknęła ona w niewyjaśnionych okolicznościach albo w istocie ktoś wspomagał nas w rozwoju z czasem zabierając swoje technologie byśmy mogli wynajdować własne.

Istnieje też inna teoria. Jeśli bowiem nasza Ziemia rozwijała się w najlepsze, ale wciąż nie było na niej inteligentnych form życia to być może pojawił się któregoś dnia bóg na jej powierzchni. Podporządkował sobie zwierzęta i roślny, poczym zostawił pierwszych ludzi by panowali nad nimi a sam zniknął w nieosiągalnych przestworzach. Ludzie rozpoczęli swe nowe życie, rozwijając się i płodząc kolejne pokolenia, rozpierzchając się na różne strony świata i tworząc kolejne mity z przekazywanej ustnie historii o początku swojego istnienia. Bóg być może odwiedzał ich czasem, ale w międzyczasie musiał odwiedzać jeszcze kilka tysięcy innych planet na których pozostawił życie. Cywilizacja pierwotna, która skolonizowała te wszystkie planety może od czasu do czasu zagląda na nie, by sprawdzić jak ewoluowało życie które na nich zaczęli. Czeka na odpowiedni rozwój technologii, by wcielić je do międzyplanetarnej społeczności którą tworzy. Fantazja. Ale równie możliwa co wszystko inne biorąc pod uwagę, jak wciąż niewiele wiemy i jak wiele zagadek odkrywamy na własnej planecie.

Rzeczy nie da się, póki co, rozwikłać. Podsumujmy zatem – jest pewna szansa, że jesteśmy potomkami kosmitów. Całkowicie: jeśli to oni zapoczątkowali inteligentne życie na naszej planecie albo częściowo: jeśli tylko trafili do nas przypadkiem i skrzyżowali się z już żyjącymi tu ludźmi. Wiedza o dawnych technologiach gdzieś przepadła, zapiski dotyczące przybyszy z chmur są wciąż niewyjaśnione, a zdaje się także kamuflowane przez kolejne władze. Czy jesteśmy aż tak niegotowi mentalnie na przyjęcie tego co na najwyższych szczeblach tajności pewnie jest codziennym tematem? Ile naprawdę wiemy o obcych cywilizacjach? O ich przybywaniu czy też przebywaniu na Ziemi. O statku z Roswell, o wszystkich archeologicznych odkryciach z ostatnich setek lat. Z jakiegoś powodu informacje dotyczące kosmitów od zawsze są ukrywane, wyśmiewane, bagatelizowane. Samo słowo kosmita budzi pewien nasz uśmiech i dystans. Jakbyśmy za wszelką cenę starali się nie podejść do tematu na poważnie.

A jednocześnie z każdym krokiem w głąb w kosmosu, z kolejnymi odkryciami z dawnych cywilizacji powinniśmy coraz bardziej wątpić w to że możemy być sami we wszechświecie. Ilu z nas ma w sobie kosmiczne geny?

Autor :
Artur “Theodor” Lewandowski
www.theodormusi.com